Konteksty

E-learning - moda czy rewolucja?

 

Ludzie dzielą się na samouków i na nieuków. Zasada ta, której trudno odmówić słuszności, przyświeca kolejnym pokoleniom nauczycieli starających się wykorzystać zdobycze cywilizacji do upowszechniania wiedzy.

Wynalazkiem fundamentalnym było oczywiście pismo, ale dopiero nowoczesna poczta umożliwiła braciom Pitman organizację kursów korespondencyjnych, które uznaje się za początek nauczania zdalnego. Potem wynalazek pana Marconi - radio edukacyjne - zdobyło sporą popularność, telewizja edukacyjna była tego naturalną konsekwencją. Wszystko to było tylko preludium wobec możliwości, jakie przyniósł ze sobą wynalazek komputera osobistego i internetu.

Możliwości są olbrzymie. Przez e-learning - proszę wybaczyć makaronizm, ale nie wypracowano dobrego tłumaczenia - rozumie się szeroką gamę rozwiązań dydaktycznych. Od programów rozprowadzanych na nośnikach przenośnych, poprzez systemy pozwalające na organizację rozproszonej klasy z nauczycielem przy tablicy i uczniami przy domowych komputerach po systemy WEBowe. Wydaje się, że największe możliwości tkwią w tych ostatnich - stanowiących połączenie obu poprzednich. Pozwalają one na naukę synchroniczną i asynchroniczną, korzystają z możliwości jakie daje WEB 2.0. Coraz częściej dostrzega się również możliwości, jakie tkwią w grach RPG.

Biznes szybko dostrzegł, że rozwiązania e-learningowe potrafią być zdecydowanie tańsze i efektywniejsze od tradycyjnych - stał się też pierwszym faktycznym beneficjentem e-learningu. Jest to zrozumiałe - korporacje dysponowały odpowiednią infrastrukturą oraz przygotowanymi do tego ludźmi.

Znaczenie e-learnigu dostrzeżone zostało również w kształceniu uniwersyteckim, wiele uczelni dostrzegło w e-learningu szanse na opanowanie nowo powstającego rynku i zainicjowało szeroko zakrojone działania mające na celu przygotowanie oferty. Dla uczelni szczególnie atrakcyjne wydają są kursy prowadzone w formie mieszanej.

Forma mieszana - czyli uzupełnienie tradycyjnej formuły dydaktycznej e-learningiem - wydaje się również doskonałym rozwiązaniem dla szkół średnich - szczególnie dla tych, które stawiają na samodzielność ucznia.

Czy w związku z tym jesteśmy świadkami rewolucji, która zmieni system nauczania? Czy zawód nauczyciela odejdzie do lamusa? A może jesteśmy świadkami przejściowej, animowanej programami UE, mody?


Techne dołącza do tych, którzy twierdzą, że za kilka lat termin "e-learning" odejdzie w zapomnienie. Ludzie nadal będą "uczyć" i "się uczyć", może tylko będą robić to trochę inaczej, zaś zwykłe słowo "edukacja" zyska po prostu bardzie pojemne niż dziś znaczenie.

r.t.